Odroczona egzekucja

Ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przynajmniej na razie zostaje na swoim stanowisku. W tym tygodniu zgodnie z ultimatum postawionym jej przez premiera przedstawiła na konferencji prasowej plan naprawczy służby zdrowia. Polega on przede wszystkim na tym by:

  • po pierwsze wprowadzić limity wynagrodzeń lekarzy do 240 zł brutto za godzinę
  • grafiki pracy medyków mają być zgłaszane do NFZ
  • lekarz ma być związany z jednym szpitalem przynajmniej na pół etatu
  • gdyby ktoś się zdecydował na podjęcie pracy w więcej niż jednej placówce musi uzyskać zgodę swojego podstawowego pracodawcy
  • ma obowiązywać jawność konkursów
  • ma zostać wprowadzone ograniczenie w zawieraniu umów między szpitalami a spółkami lekarskimi
  • ma powstać centralna e-kolejka na planowe zabiegi oraz usprawniona e-rejestracja

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak plan, który premier byłby w stanie zaakceptować: koniec z salonikami VIP, obchodzeniem kolejek i wieloma innymi patologiami panującymi w służbie zdrowia. Jednak jeśli ten piękny scenariusz nie wejdzie w życie to pani minister będzie mieć poważny polityczny problem. Zresztą koalicjanci jak i sama Koalicja Obywatelska uważają, że Sobierańska-Grenda zbyt długo milczała po wybuchu afery w Szpitalu Południowym. To sam Donald Tusk musiał wziąć odpowiedzialność za to co się stało i w pewnym sensie przez chwilę był szefem resortu zdrowia. A przynajmniej z punktu widzenia medialnego. Chociaż gdy powoływał panią ministrę na stanowisko miał to być ruch w stronę odpolitycznienia tego ministerstwa. Nie miało być żadnych politycznych wpływów.

Tylko, że gdy przychodzi kryzys taki jak ten ze Szpitalem Południowym to niestety przestaje to być atutem jeśli doprowadza do braku tzw. politycznego refleksu i wyczucia. Bo ta afera wywlekła na światło dzienne wszystko to co denerwuje każdego wyborcę bez względu na to na kogo głosuje. Gniew spowodowany wiedzą o tym, że ktoś kogoś lepiej traktuje bo ma taką a nie inną legitymację partyjną, bardzo wysokich wynagrodzeniach czy obchodzeniu kolejek idzie w poprzek wszystkich elektoratów.

Konferencja pani minister była więc nie tylko próbą pokazania opinii publicznej, że Ministerstwo Zdrowia podejmuje jakiekolwiek działania w obliczu potężnego kryzysu ale także próbą przekonania szefa rządu i koalicjantów że sytuacja jest pod kontrolą. Lewica przyjęła propozycje z rezerwą, PSL z kolei uważa iż to jedynie plaster na mocno krwawiącą ranę natomiast Klub Centrum (połowa Polski 2050) nie chce przeszkadzać w realizacji pakietu ale też nie daje żadnych politycznych gwarancji ochrony w przypadku niepowodzenia.

I teraz dochodzimy do sedna problemu pani minister, bo te propozycje już wcześniej padały co przypomniała Naczelna Rada Lekarska. Już jesienią zeszłego roku podejmowano próbę wprowadzenia tego w życie ustawami tylko, że resort po drodze rakiem się z tego wycofał mimo że środowiska lekarskie bardzo na to czekały. Jeśli więc lekarze się zdenerwują to Sobierańska-Grenda znajdzie się w klinczu pomiędzy premierem żądającym od niej szybkich zmian a środowiskiem medycznym zdolnym wywrzeć presję by resort wycofał się z pomysłu.

Tak więc krzesło pani minister jest w tej chwili bardzo gorące. Jej obecność w rządzie zależy od tego czy będzie wstanie wprowadzić ten pakiet czy nie, czy przekona do niego koalicjantów czy nie. Jeśli tego nie zrobi to Donald Tusk nie zawaha się jej zrzucić z sań.

Dodaj komentarz